W komunistycznej Polsce publikacje na  temat zbrodni katyńskiej były zakazane. Nie wolno było publikować wierszy, a mimo to najwięksi polscy poeci tworzyli je już  od roku 1943. Pisali je również najbliżsi zamordowanych: żony-wdowy, synowie, córki.

W grobach katyńskich znaleziono wiersze pomordowanych oficerów-poetów: Lecha Piwowara zamordowanego w Charkowie, Wacława Kruka zamordowanego w Katyniu.

Dopiero w latach 90- tych w wolnej Polsce wydano kilka tomów poezji o zbrodni katyńskiej np:
Jerzego R. Krzyżanowskiego  Katyń w literaturze, Antoniego Podsiada  Matka Boska Kozielska, czy Alicji Patey- Grabowskiej i Stefana  Melaka  Krzyk o świcie.

 

Prezentujemy wybór, skromną namiastkę, poezji katyńskiej.

Wacław Kruk, ***

Lech Piwowar, "ŻOŁNIERZ, KTÓRY KLĘCZY"

Kazimiera Iłłakowiczówna, "O BOŻE..."

Jerzy Zagórski, "BALLADA O KOZIEJ GÓRZE"

Kazimierz Wierzyński, "NEKROLOG", (fragment)

Feliks Konarski, "KATYŃ"

Zbigniew Herbert, "GUZIKI"


WACŁAW KRUK
***

Modlę się Panie za kraj, który w męce
I krwi serdecznej pławi się zalewie
Modlę się za naród co żyje w udręce
Za niegasnące otuchy zarzewie
W piersiach co wierzą w Ojczyzny powstanie
Modlę się Panie.
Modlę się Panie, a modli się ze mną
Woń pobojowisk i młodej krwi strugi
Modli się mogił i krzyży rząd długi
I konających jęki co w noc ciemną
Ku Tobie wznoszą o wolność błaganie
Modlę się Panie.
Modlą się Panie stratowane zboża
Modlą bombami zaorane pola
Modli samotna opuszczona rola
I kraj ten cały od morza do morza.
W którym rąk wkrótce do pracy nie stanie
Modlę się Panie.
Modlą się Panie gruzy miast i zgliszcza.
Wsi popalonych sterczące kominy
Szczątki kościołów, samotne ruiny.
Świadkowie strasznych scen smutne dworzyszcza
O łaskę Twoją i zamiłowanie
Modlę się Panie.
Modli się Panie polska ziemia wszystka
Jej wszystkie dawne i nowe kurhany
I całe morze łez i krwi przelanej
Lasy i pola i łąki i rżyska
O wyzwolenie i zmartwychwstanie
Modlę się Panie.
Modlą się Panie a ja razem z nimi
U stóp Twoich kajam się w prochu i pyle
Byś skrócić zechciał wyczekiwań chwile
I by nie były modły daremnymi
O łaskę Twoją i próśb wysłuchanie
Modlę się Panie.

Wacław Kruk został zamordowany w Katyniu.
Wiersz- modlitwę odnaleziono podczas ekshumacji ciała z bratniej mogiły w 1943 roku.


LECH PIWOWAR
ŻOŁNIERZ, KTÓRY KLĘCZY


Gwiazdy, gwiazdy - wzgarda i łaska!
Oto jest niebo, sina koszula żołnierzy,
obce sercu, wrogie głowie, dalekie ciału,
rozdarte w bombowych blaskach -
widziałem, jak okrywał się nim, nie okryty chwałą,
żołnierz, który nie wierzył.
Szrapnele w lasach rozdzierają w strzępy jesień,
w polu tropi zające samolot myśliwski.
Jest to pejzaż pogardy dla człowieka, więc nie ma tu ludzi,
ja jestem tylko drzewem w nocnym lesie
i rozsypuję suche złoto liści
na kompanie, co śpi - aby Bóg jej nie budził.
Lecz świt wszystkie objawia drogi -
i tym, którzy we śnie drżą w objęciach żon,
i tym, co pamiętają sakralne gesty papieża,
i tym, co jadą na okrętach zalanych mgłą -
wszystkim we śnie wszystko było na ścieżaj.
I samolot w te sny wbił swój warkot!
Kto widział zabite miasta, tego zabity sen nie trwoży,
lecz kompania, wybita z cienia, mrugała oczyma jak ślepe dziecko.
Powinienem to na zawsze zostawić pod powieką martwą,
Zakryć milczącym i zabójczym nożem -
Wszyscyśmy wtedy ujrzeli strach uderzający zdradziecko!
Oficer jak Mojżesz prowadzi w morze ognia,
tak głębokie, jak wysoko do nieba,
tak szerokie, jak horyzont, który kompanie okrąża,
Boże łagodny! Boże mleka i chleba!
Oto litania, której nikt pomyśleć nie zdążył.
A w środku tego morza szara muszla bólu,
wśród kompanii, która przyrastała do zielonych bruzd,
jeśli żołnierz, co klęczy i wyciąga ręce.
Krzyczy jego ciało, on najżarliwiej do ziemi się tuli,
Nie wiem, jakie słowo wyjąć mu z czarnych ust?
Ja jestem drzewo i zamilkam w męcie.

Wiersz powstał w obozie jenieckim w Starobielsku. Autor został zamordowany w Charkowie w 1940 roku.


 KAZIMIERA IŁŁAKOWICZÓWNA
O BOŻE.


O Boże!...
Najpierw jechali długo,
wieziono ich wiosenną szarugą.
.Ilu ich było? Dwa? Pięć? Osiem? Dwanaście tysięcy?...
Pamiętamy ich zbrojnych i hojnych,
pamiętamy młodziutki przed wojną.
O Boże. Nie myśleć więcej.
Każdy dzień ma swoją pracę.
a tamto - nie wraca.
. A jednak.
O czym myślał, zanim umierał
za szeregiem walący się szereg?
Będziemy kiedyś wiedzieli,
skoro już wyszli spod ziemi.
Ktoś ocalony cudem,
ktoś schowany przypadkiem w rowie
straszliwą opowieść opowie:
czy szarpały ich ręce brudne?
czy poszli na rzeź bez oporu?
czy konali wiosennym wieczorem?
czy zabito ich w mroźne rano?
O Boże.
Czy im
się pożegnać dano?
Czy do końca, aż kat wystrzelił,
o niczym nie wiedzieli?
Jeden był jedynak u matki.
a drugi u ojca ostatni;
a trzeci popełnił zbrodnię
i jeszcze jej nie zamodlił.
U czwartego synek i żona,
piątemu wielkość sądzona.
. Jak to być może?!
a katów przecie także Pan Bóg stworzył.
O Boże,
który w jaskółce mieszkasz, co obłoki mija,
i w jastrzębiu, co w locie jaskółkę zabija,
i w kwiatuszku - wypieszczonym w cieniu leśnych malin,
i w tych, co i maliny, i kwiat podeptali.
. Który zlatujesz ogniem w pędzącym pocisku
i w mózgu świecisz, co od ciosu się rozpryska .
. Który jesteś - i to mię zdumiewa najwięcej -
Jednocześnie w Polaku, Moskalu i Niemcu .
O Boże,
z tej wichury, co pali pół świata,
zstąp i zamieszkaj, błagam Ciebie,
nie w dzieciach, nie w kwiatach,
nie w czystych duszach, ani w jasnych wodach,
ale w sercach katów!

(1943 r.)


JERZY ZAGÓRSKI
BALLADA O KOZIEJ GÓRZE


Sosnowy las, piaskowe wzgórze,
Dniepr wąski tu, a chmury nisko.
Znasz wydmy te nad rzek łożyskiem
Gdzie lasów takich szemrze dużo.
Czterysta lat egzulów ziemio
Na powrót wojsk oczekiwałaś.
Łupieżcy moc i własna małość
Coraz się dłuższym kładły cieniem.
I przyszło wojsko. Wiesz jak przyszło.
Wróciło bój ostatni wygrać.
Co drugi ma rycerski ryngraf
I leżą na pobojowisku .
Bo gdzie Rosjanin stopę oparł,
Tam kość pod każdej ziemi bryłą;
Tchórzliwy kat uderza z tyłu,
Gnijącej krwi nocami opar.
Szukała matka syna zwłoków
W każdym wrześniowym mężnych rowie.
Pewnie, że w szarży padł się dowie
Z szablą na czołgi w grzmiącym skoku?
A było tak: na ustach kneble,
Na głowie worek miast wawrzynu,
Po plecach bagnet nieraz spłynął .
Dziś leżą warstw zlepionych szczeble.
Tu braknie łez. A do krwi ręka
Nieuzbrojoną pięść zaciska
W bezsilnej hańbie cmentarzyska
Nad którym serce z bólu pęka.
O matko! Mężnie przyjm męczeństwo!
Czy znasz wyroki Świata Władcy?
Pół roku syn po wąskiej kładce
Szedł ku największym dni tych wieńcom.
Przesłanie: Jest Bóg. W pamięci Jego krążą
Wszystkie zgłębione ludzkie sceny.
Wymiary spaja sieć oceny
I myśl a słowo z czynem wiążę.


(1943 r.)


KAZIMIERZ WIERZYŃSKI
NEKROLOG

(fragment)

. Dla tych, którzy musieli kopać własny grób,
Którym ręce wiązano z tyłu i kazano klękać przed jamą,
Których wieźli barkami i zatapiali na środku Morza Białego,
Po których nic nie zostało,
Nawet nazwisko,
Żadna wieść -
Dla nich nie pisze się nekrologów,
Dla nich jest tylko pamięć wdów
Albo żebracze modlitwy matek
Albo zdziwione spojrzenia dzieci
I z  dnia na dzień rosnąca powoli błona
Nie dość śmiertelnej rany.
Z nocy na noc rosnąca powoli cisza
Przedawnionego nieszczęścia,
Która zagłusza krzyk i wołania
niepocieszonych,
Nawet jęk.
Zbrodnio niezmierna,
Ziemio wierna;
Wieczne odpoczywania,
Requiem aeterna.

Wiersz z 1954 roku.


FELIKS KONARSKI
KATYŃ


Tej nocy zgładzono wolność
W katyńskim lesie .
Zdradzieckim strzałem w czaszkę
Pokwitowano Wrzesień .
Związano do tyłu ręce,
By w obecności kata
Nie mogły się wznieść błagalnie
Do  Boga i do świata.
Zakneblowano usta!
By w tej katyńskiej nocy
Nie mogły wołać o litość
Ni wezwać znikąd pomocy.
W podartym jenieckim płaszczu
Martwą do rowu zepchniętą
I zasypano ziemią
Krwią na wskroś przesiąkniętą.
Pod śmiertelnym całunem
Zwiędłych katyńskich liści,
By nikt się nie doszukał,
By nikt się nie domyślił.
Tej samotnej mogiły
Tych prochów i tych kości,
Świadectwa największej hańby
I największej podłości.
Tej nocy zgładzono prawdę
W katyńskim lesie
Bo nawet wiatr, choć był świadkiem
Po świecie jej nie rozniesie .
Bo tylko księżyc - niemowa
Płynąć nad smutną mogiłą,
Mógłby zaświadczyć poświatą
Jak to naprawdę było .
Bo tylko świt, który wstawał
Na kształt różowej pochodni
Mógłby wyjawić światu
Sekret ponurej zbrodni .
Bo tylko drzewa nad grobem
Stojące niby gromnice
Mogłyby liści szelestem
Wyszumieć tę tajemnicę.
Bo tylko ta ziemia milcząca,
Kryjąca jenieckie ciała,
Wyznać okrutną prawdę
Mogłaby, gdyby umiała .
Tej nocy sprawiedliwość
Zgładzono w katyńskim lesie .
Bo, która to już wiosna?
Która zima i jesień?
Minęły od tego czasu,
Od owych chwil straszliwych?
A sprawiedliwość milczy,
Nie ma jej widać wśród żywych.
Widać we wspólnym grobie
Legła przeszyta kulami .
Jak inni - z kneblem na ustach,
Z zawiązanymi oczami.
Bo, jeśli jej nie zabrała,
Nie skryła katyńska gleba,
Gdyby żywa - czemu nie woła,
Nie krzyczy o pomstę do nieba?
Czemu - jeżeli istnieje
Nie wstrząśnie sumieniem świata?
Czemu nie tropi, nie ściga,
Nie sądzi, nie karze kata?
Zgładzono sprawiedliwość,
Prawdę i wolność zgładzono
Zdradzono w smoleńskim lesie
Pod obcej nocy osłoną .
Dziś jeno ptaki smutku
W lesie zawodzą żałośnie,
Jak gdyby pamiętały
O tej katyńskiej wiośnie.
Jak gdyby wypatrywały
Wśród leśnego poszycia
Śladów jenieckiej śmierci,
Oznak byłego życia.
Czy spod dębowych liści
Albo sosnowych igiełek
Nie błyśnie szlif oficerski
Lub zardzewiały orzełek.
Strzęp zielonego munduru,
Kartka z notesu wydarta
Albo baretka spłowiała,
Pleśnią katyńską przeżarta.
I tylko pamięć została
Po tej katyńskiej nocy .
Pamięć nie dała się zgładzić,
Nie chciała ulec przemocy.
I woła sprawiedliwość,
I prawdę po świecie niesie .
Prawdę o jeńców tysiącach
Zgładzonych w katyńskim lesie.

23 kwietnia 1965


ZBIGNIEW HERBERT
GUZIKI


Pamięci kapitana Edwarda Herberta
Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie zbrodni
Z głębin wychodzą na powierzchnię
jedyny pomnik na ich grobie
są aby świadczyć Bóg policzy
i ulituje się nad nimi
lecz jak zmartwychwstać mają ciałem
kiedy są lepką cząstką ziemi
przeleciał ptak przepływa obłok
upada liść kiełkuje ślaz
i cisza jest na wysokościach
i dymi mgłą smoleński las
tylko guziki nieugięte
potężny głos zamilkłych chórów
tylko guziki nieugięte
guziki z płaszczy i mundurów


Wiersz publikowany w 1990 roku w "Tygodniku Powszechnym"